G1 Climax 29 Dzień 17 – Opinia

Finałowy dzień rywalizacji w bloku A dobiegł końca. Poznaliśmy już tego, który zawalczy 12 sierpnia w finale tegorocznego Climaxa. Dzisiejsza gala wypadła bardzo dobrze, w sumie które dni G1 wypadły słabo? odpowiedz jest prosta żadne. Walki turniejowe rozpoczęli EVIL i Lance Archer. Następnie do walki do walki przystąpił kolejny członek LIJ SANADA, który zmierzył się z Bad Luck Falem. KENTA powalczył z Zackiem Sabrem Juniorem i była to walka, która wypadła jak dla mnie bardzo dobrze. Co-main eventem była potyczka mistrza IWGP Jr. Heavyweight z legendą NJPW Hiroshim Tanahashim. W main evencie doszło do najbardziej wyczekiwanej potyczki tego dnia. Kazuchika Okada i Kota Ibushi zmierzyli się w pojedynku, który decydował o losach zwycięzcy tego bloku. Wygrany tej walki trafił do wielkiego finału G1 Climax 29. Po krótkim wstępie tradycyjnie zapraszam was do mojej opinii, w której to subiektywnie ocenię każdą z walk. 


A Block Tournament Match

EVIL vs Lance Archer

Lance Archer to najbardziej pozytywne zaskoczenie bloku A. Gościu nie dość, że w ringu robił więcej niż się spodziewano, to jeszcze miał dobre lub nawet bardzo dobre mecze. Walka z EVILEM była jego ostatnią w tegorocznym Climaxie i jak jego poprzednie potyczki wypadła dobrze. Starcie nie stało na jakimś wybitnym poziomie, ale trzymało dobry poziom. Była to siłowa walka, w której jak zwykle w swoich walkach Archer pełnił rolę dominatora. EVIL był tym gościem, który musi przetrwać najtrudniejsze momenty, by spróbować pokonać Lance’a. Członek LIJ robił wszystko, by zdetronizować rywala, ale ta sztuka mu się nie udała. Wiecie co mnie najbardziej denerwuje w bookingu Archera? jego słaby finisher, który nie wygląda ani trochę wiarygodnie. Przecież on ma kilka innych akcji, które śmiało mogłyby być jego finsherem, a kończy walki tym czymś. Lance zwycięzca w swoim ostatnim pojedynku w tegorocznym G1 i kończy swój udział turnieju w dobrym stylu.

Zwycięzca: Lance Archer 

Moja ocena: *** 1\4*


A Block Tournament Match

SANADA vs Bad Luck Fale

Zdecydowanie najsłabsza walka tego dnia, ale czego się można było spodziewać po Fale’u z którego nawet najlepszy wrestler nie może wyciągnąć nic więcej, niż coś średniego. Booking Fale’a jak zwykle “wielki dominator”, który niszczy swojego rywala przewagą siły i wzrostu. Nie obyło się też bez pomocy “giermków” pana generała, którzy przy każdej możliwej okazji ingerowali w ten pojedynek. Fajny był moment, w którym SANADA splótł Chase’a i Jado. Szkoda, że nie udało mu się wykonać na nich swojej firmowej akcji (Running Dropkicku). Zawsze to Bad Lucka pokonywali poprzez “roll up” tym razem to on odniósł tego typu zwycięstwo. Fale w tym roku jak zwykle przynudzał, zaś SANADA pokazał że należy mu się solidny solowy push i mam nadzieje, że go w końcu dostanie.

Zwycięzca: Bad Luck Fale

Moja ocena: ** 1\4*


A Block Tournament Match

KENTA vs Zack Sabre Jr.

Słyszałem opinie, że ta walka była usypiaczem? Jak dla mnie, panowie stworzyli naprawdę dobrą walkę, która ani na moment mnie nie nudziła. Od razu po gongu wzięli się do roboty, a my mogliśmy oglądać wymianę ciosów pomiędzy tą dwójką. Następnie jak to przystało na Zacka zaczął on wykorzystywać swoje ruchy submission’owe, którymi rozkładał na łopatki Japończyka. Było dużo “stiffowego” wrestlingu czyli tego, co uwielbiam. Nie było tutaj owijania w bawełnę tylko ciągła walka. Oglądałem wszystkie walki KENTY w tegorocznym G1 i o dziwo właśnie ten pojedynek przypadł mi chyba najbardziej do gustu. Sporo było tu fajnej akcj, near falli, grapplingu oraz kontr. Sabre znów udowodnił, że jest świetnym technicznym wrestlerem i komuś może się ten jego styl nie podobać, ale docenić to co robi można. KENTA wyglądał w tej walce bardzo dobrze. Sporo “strike’ingu” z jego strony, a także zero “botchy”, a to mu się ostatnio zdarzało, więc spoko że się ogarnął. Końcówka walki też na spory plus, bo panowie wciągnęli nas w wir emocji. Sabre wygrywa po poddaniu KENTY, który kończy turniej porażką, a początek jak pamiętamy miał świetny.

Zwycięzca: Zack Sabre Jr.

Moja ocena: **** 


A Block Tournament Match

Will Ospreay vs Hiroshi Tanahashi

Starcie dwóch pokoleń. Will młody i żądny wejścia na szczyt NJPW wrestler, zaś Tana to legenda pro wrestlingu jak i samego “puroresu”. Na ten mecz jakoś zbytnio nie czekałem, ale na papierze wyglądało to bardzo dobrze, więc zastanawiałem się jak to wyjdzie w praniu. Panowie walczyli o przysłowiową pietruszkę, bo obaj szans na wygraną w Climaxie już nie mieli. Starcie to miało dynamiczne tempo już od samego początku. Oczywiście to za sprawą Willa, którego każda walka toczy się raczej w szybkim tempie. Panowie weszli w wymianę ciosów i obejrzeliśmy też kilka efektownych kontr z obu stron, które mega mi się podobały. Było czuć w tej walce “to coś”, co wciągnęło mnie na maksa w ten pojedynek. Sporo było tutaj dobrej psychologii ringowej. Hiroshi w kwestii storytellingu jest świetny i zawsze jego walki pod tym względem są bardzo dobre. Mieliśmy “mocarne” “Dragon Screw” czy inne ataki na nogę Willa ze strony “ACE’a” i wyglądało to dosyć brutalnie + Ospreay świetnie to sellował. Końcowe minuty walki były niezwykle emocjonujące. Było to pierwsza walka Brytyjczyka z Taną, więc nie liczyłem jakoś na zwycięstwo “Aerial Assassina”. Stało się jednak inaczej, bo William po efektownym wykończeniu Tany odniósł kolejne i zarazem ostatnie zwycięstwo w tegorocznym Climaxie.

Zwycięzca: Will Ospreay

Moja ocena: **** 1\2*


A Block Tournament Match

Kazuchika Okada vs Kota Ibushi

Walka, która miała wyłonić tego, który zawalczy 12 sierpnia w wielkim finale G1 Climax 29. Najbardziej wyczekiwane starcie tego dnia i nawet chyba najbardziej w całym tegorocznym G1. Obaj panowie byli od początku faworytami tego bloku i ich udział w walce decydującej w ogóle mnie nie zaskoczył. Miałem mocny “hype” na ten pojedynek i oczekiwałem od obu panów czegoś nadzwyczajnego, ale skończyło się “tylko” na bardzo dobrej walce. Walka ta była trochę gorsza od meczu Omegi z Ibushim z zeszłego roku. 15 minut walki toczyło się w wolnym tempie, czyli typowe dla starć Okady, które zawsze mają tak długie początki. Około 20 minuty pojedynek ten zaczął się dopiero rozkręcać i wtedy zaś dostaliśmy prawdziwą walkę. Genialne kontry, near falle czy to co najbardziej lubię w meczach Koty, a mowa tutaj o wymianie ciosów. Moment, który zapadł mi szczególnie w pamięć to chwila, kiedy Kazuchika skontrował “Bomaye” wykonując przepiękny “Dropkick” Kocie. Wydawało się, że pan “Rainmaker” po aplikacji swojej firmowej akcji wykończy “Golden Stara” na dobre. Ten jednak zerwał się w końcówce i wykonał dwa razy “Kamigoye”, które dało mu upragnione zwycięstwo w bloku A i awans do wielkiego finału G1 Climax 29.

Zwycięzca: Kota Ibushi

Moja ocena: **** 3/4*