Felieton – Ronda Rousey w oczach fanów WWE

Ronda Rousey swój oficjalny debiut w WWE zaliczyła na gali Royal Rumble 2018, kiedy to pojawiła się po zakończeniu pierwszego w historii Rumble Matchu kobiet i jakby nie patrzeć zabrała spotlight Asuce, która wtedy tryumfowała. Wskazała na logo WrestleManii i wszystko wskazywało na to, że Rousey stoczy tam walkę o jeden z głównych pasów mistrzowskich kobiet. Jak wiemy, tak się nie stało, a pierwszą walką Rondy w federacji był Mixed Tag Team Match, w którym połączyła siły z Kurtem Angle. Na WM’ce razem z Kurtem pokonała Triple H’a i Stephanie McMahon, co było dla niej idealnym debiutem w WWE. Pojedynek wypadł świetnie, zebrał wiele pozytywnych opinii i pokazał, że Ronda będzie poważnym graczem w dywizji kobiet. Szybko zdobyła swój pierwszy tytuł, bo już na SummerSlam 2018, kiedy to odebrała pas Alexie Bliss. To zwycięstwo rozpętało burzę, będącą zapalnikiem do dalszego hejtu na Rousey i negatywnego nastawienia fanów do osoby byłej mistrzyni UFC.

Dopiero co zadebiutowała i już pas jej dają, niebezpieczna w ringu, nie ma żadnych umiejętności ringowych, od razu wsadzili ją do głównego obrazka, takie właśnie komentarze można było przeczytać na polskich grupach wrestlingowych, które huczały w tamtym okresie na temat Rondy. Nie mogłem słuchać tych wszystkich durnych wypowiedzi, ale wchodziłem w dyskusje i przedstawiałem, z czym się to je, że Rousey tak szybko stała się główną atrakcją w dywizji płci pięknej. Sam z początku miałem pewien problem z tym, iż federacja dosyć szybko zrobiła z Rondy czempionkę, aczkolwiek z czasem zrozumiałem, że każda decyzja WWE była logiczna i miała sens. Można nie lubić Rondy, ale zarzucanie jej, że nie kocha wrestlingu i jest niebezpieczna, to przesada. Pojawiały się różne oskarżenia w jej kierunku, że kontuzjowała Alexę Bliss, bo po walce z nią, ta musiała udać się na leczenie. Lexi już wcześniej doskwierały pewne urazy i walka z Rondą nie miała wpływu na to, że Alexa musiała zrobić sobie przerwę. Wrestling to nie szachy i każdy, kto wchodzi do ringu, musi liczyć się z tym, że zawsze może przydarzyć się coś niespodziewanego.

Nie ma doświadczenia, nigdy nie miała styczności z pro wrestlingiem i dostała wszystko podane na tacy. Fakt, nie każdy jest traktowany tak, jak Ronda przez WWE i nie dostaje z miejsca pasa, głównej roli czy main eventu WrestleManii, ale taki jest ten biznes. Spotykałem się z tezami, że ktoś inny pracuje ileś tam lat i nadal nie dostał szansy, a Rousey sobie przychodzi, wygrywa pasik i staje się główną gwiazdą w dywizji kobiet. Trzeba zrozumieć, że WWE to nie fedka, gdzie liczy się głównie ring skill, tylko wielka firma zarabiająca grube miliardy. Postawiono na Rondę, która przynosiła zyski, oglądalność i dostarczała rozrywki (tak, była prawdziwą gwiazdą). W ciągu roku zrobiła więcej niż co niektóre wrestlerki przez X lat. Ktoś mi zaraz wypomni, że nie dostawały szansy i nasza główna bohaterka zajęła ich miejsce. Natomiast ja mogę w prosty sposób odpowiedzieć, że Rousey nie zajęła żadnego miejsca, ale zwyczajnie wykorzystała szansę, którą dostała od federacji. Kiedyś także pomijano utalentowane zawodniczki (nadal tak jest), lecz nikt nie wypominał WWE, że stawiają na kogoś innego, słabszego w ich opinii.

Moim zdaniem, Ronda jest świetną wrestlerką, performerką i osobą, która miała spory wpływ na rozwój kobiecej dywizji w latach 2018\2019, jeśli chodzi o zainteresowanie i kwestie medialne z nią związane. W ponad rok stoczyła kilka naprawdę dobrych walk, podniosła prestiż mistrzostwa kobiet + miała jeden z ciekawszych runów w ostatnich latach, gdzie było czuć, że ten pas coś znaczy. Pojedynki z Charlotte, Sashą czy main event WrestleManii 35, jak i cały storyline do niego prowadzący mocno zapadły fanom w pamięć, aczkolwiek byli i tacy, którzy hejtowali pomysł kobiecego main eventu. Uważam, że Ronda była kluczową postacią w kwestii przyznania paniom walki wieczoru, nie chcę mówić, że to dzięki niej kobiety trafiły do najważniejszej walki na WM’ce, lecz mocno się do tego przyczyniła.

Przejdźmy więc do ostatniej sytuacji, przez którą Ronda znów jest na świeczniku. Rousey nie występuje już od ponad roku, ale nadal jest wielką osobistością, jeśli chodzi o gwiazdy WWE. Kilkanaście dni temu pojawiła się w podcaście „Wild Ride”, gdzie z jej ust padło kilka zdań, które mocno oburzyły fanów, jak i niektóre osoby związane z profesjonalnym wrestlingiem. Rozumiem ich oburzenie i frustracje, bo są częścią tego biznesu, aczkolwiek Ronda nie powiedziała nic takiego, aby fani nagle robili burdy w sieci i jakieś linczowanie jej osoby, bo Ronda wyjechała z tekstem, że wrestling jest udawany. Termin „Kayfabe” umarł już bardzo dawno, więc takie stwierdzenia mnie osobiście nie ruszają, bo jakby nie patrzeć stwierdzają fakt, że wrestling nie jest sportową rywalizacją, a wyreżyserowanym show, w którym występują wspaniali atleci. Może i trochę przesadziła, choć to już każdy w swoim zakresie może ocenić, według mnie zwyczajnie wyraziła swoje zdanie, odpowiadając na pytania, które zostały jej zadane.

Tutaj macie kilka odpowiedzi Rondy na pytania, które rozpętały burzę wśród fanów (pożyczam z wpisu Patryka, który pisał o całym zajściu jakiś czas temu) 

„Cóż, jeśli kiedykolwiek wrócę, nigdy nie będę robiła tego na pełen etat. (…) Lubię przez jakiś czas mieć obsesję na punkcie czegoś, a potem poświęcić trochę czasu na obsesję na punkcie czegoś innego. Ale nie, nigdy więcej nie będę pełnoetatowa przez ponad 200 dni w roku w podróży. To nie jest styl życia dla mnie.”

Ta wypowiedź dolała oliwy do ognia i rozpętała dramę na lini Rousey – fani WWE

„Nie jestem w stanie poświęcić czasu i energii mojej rodzinie, bo zamiast tego spędzam czas i poświęcam energię dla grupy pieprzonych niewdzięcznych fanów, którzy nawet mnie nie doceniają? Uwielbiam występować. Uwielbiam te dziewczyny. Uwielbiam tam być. Ale pod koniec dnia po prostu myślałam: „pieprzyć tych fanów”. Moja rodzina mnie kocha. Doceniają mnie. Chcę, aby cała moja energia trafiała do nich.”

Była jeszcze mowa o udawaniu, o którym wcześniej wspominałem 

„Uwielbiam WWE. Świetnie się bawiłam. Uwielbiam wszystkie dziewczyny z szatni. Dawanie tam udawanych walk dla zabawy jest po prostu najlepszą rzeczą. Uwielbiam aktorstwo. Uwielbiam teatr.”

Odpowiedzi Rondy na zadawane pytania były mocne, dosadne i kontrowersyjne. Wywołały one wielkie oburzenie wśród fanów, którzy z miejsca zaczęli pisać swoje litanie na jej temat, że Ronda Rousey powiedziała tak i tak. Rozumiem frustracje, bo ich ukochana rozrywka została nazwana udawaną i to przez osobę, która jest wrestlerką (patrzcie co za combo), lecz sądzę, że powinno się do tego podchodzić z dystansem i bez wylewania szamba w internecie. Nóż się w kieszeni otwiera, gdy widzi się te wszystkie wyzwiska w jej kierunku, a nawet życzenie, że jak wróci do ringu, to niech ktoś ją połamie. Z jakiej racji się pytam? Bo wyraziła swoje zdanie na dany temat, w którym po prostu stwierdziła fakty, że wrestling to nie sport i jest „udawany”. Rousey z pewnością darzy szacunkiem fanów, współpracowników, jak i sam wrestling, który bardzo kocha, o czym zresztą kiedyś wspominała. Nikt nie pomyślał, że najpewniej jest to „work”, który ma wywołać w fanach nienawiść do jej persony i być podwaliną do jej powrotu w roli tej złej. W tej całej historii to właśnie fani wychodzą na hipokrytów, bo naskakują na Rondę za jej słowa, a z drugiej strony obsmarowują ją z każdej strony na grupach, portalach, forach. Obrażają, życzą kontuzji i tego, aby nigdy nie wracała do WWE. Jest to przykry, ale niestety prawdziwy obraz tego, że fani wrestlingu do świętych także nie należą. Na tym chciałbym zakończyć i pozostawić Was z pewną refleksją nad tym, dlaczego czasami to fani wrestlingu wychodzą na wielkich hipokrytów.