Felieton: Ranking 5-ciu NAJGORSZYCH walk z Arabii Saudyjskiej

Przed Wami ranking pięciu najgorszych i najlepszych walk zorganizowanych przez WWE w Arabii Saudyjskiej. Pod uwagę brane są jedynie eventy transmitowane w WWE Network, a były to do tej pory: Greatest Royal Rumble, Crown Jewel oraz Super ShowDown.

Rozpoczynamy od rankingu walk najgorszych (najlepsze będą najprawdopodobniej za tydzień). Natomiast słowem wstępu, chciałbym jeszcze zapodać małą anegdotą, a jest ona taka – jeśli ktoś wspomina gale WWE z Arabii na myśl wysuwają się głównie negatywy. Fani mają w pamięci beznadziejne walki, słaby booking i występy staruszków, którzy zawsze chętnie przytulą jakiś milion dolarów. I wiecie co? Niestety to prawda. Oczywiście są też pozytywy, jednak o tym przeczytacie w następnym felietonie. Dzisiaj skupmy się na rankingu najgorszych walk z Arabii. Będzie to moja subiektywna ocena, z którą nie każdy musi się zgadzać. Zaczynamy.

5. Seth Rollins vs Baron Corbin: Universal Title Match – Super ShowDown

Nie ukrywam, że trochę się zastanawiałem nad tym, jaką walkę umieścić na piątej pozycji. Ostatecznie (w dużej mierze dzięki członkom grupy MyWrestling: Community) postawiłem na Universal Championship Match pomiędzy Sethem Rollinsem i Baronem Corbinem. I pewnie może to wydawać się lekko szokujące… w końcu jak to – ktoś taki jak Seth Rollins w klasyfikacji najgorszych walk? No cóż, jak to mówią, to tanga trzeba dwojga. A, umówmy się, Corbin nie jest idealnym wrestlerem. I choć potrafi on wykręcić niezły pojedynek, tak jednak w Arabii razem z Sethem poszli w prosty schemat. Mianowicie, obijanie face’a przez heela przez dłuższą część, aby potem face w magiczny sposób otrząsnął się i ostatecznie dzięki paru akcjom wygrał pojedynek. Dla mnie to schemat nudny, oklepany i mało wiarygodny. Widziałem to już mnóstwo razy i więcej nie chcę, szczególnie w kontekście starć mistrzowskich. Wypadłoby wspomnieć też o końcówce walki – mianowicie był to roll up z zaskoczenia, w momencie kiedy Corbin chciał zaatakować Rollinsa krzesłem, a sędzia mu to uniemożliwił. Nuda.

4. D-Generation X vs Brothers of Destruction – Crown Jewel

Blisko 30-minutowa walka stanowiąca zarazem „wielki” powrót Shawna Michaelsa. No właśnie… HBK zarzekający się, że nigdy nie wróci, jednak się na to zdecydował. Ten sam, który na WrestleManii 25 i 26 stoczył klasyczne walki z The Undertakerem. Teraz ponownie mieli okazję spotkać się w jednym w ringu, choć już o wiele starsi. Czy było warto? Być może dla nich tak, bo zarobili za tą walkę niesamowite pieniądze, ale dla fanów było to małym nieporozumieniem. Już pomijając fakt kontrowersyjnego powrotu Michaelsa, samo starcie z Arabii nikogo nie porwało. Jednak, czy w ogóle mogło z tego wyjść coś super? Przecież oni wszyscy są już po pięćdziesiątce. Może gdyby walka była krótsza, to można byłoby to zrobić trochę lepiej. A, tak było nudno, słabo i bez emocji. Jedynie moonsault HBK’a był miłym dla oka widokiem. No i fajerwerki. Fajerwerki zawsze są spoko.

3. Shane McMahon vs Dolph Ziggler: Finał turnieju World Cup – Crown Jewel

Jedno wielkie WTF. Niemniej od początku – WWE zorganizowało turniej mający na celu wyłonienie „najlepszego na świecie”. Do wielkiego finału awansowali Dolph Ziggler i The Miz. W pewnym momencie Miz nabawił się „kontuzji” i stojący obok ringu wówczas reprezentant SmackDown Shane McMahon zdecydował się go zastąpić. Czyli wychodzi na to, że nie trzeba było uczestniczyć w całym turnieju i pchnąć się po drabince, a jedynie wykorzystać sytuację stojąc obok ringu podczas finału. Kiedy już usłyszeliśmy gong, Shane ruszył na Dolpha ze swoimi szaleńczymi punchami. Potem, szykował się do kolejnego ataku, lecz przeszkodził mu Baron Corbin (który stał obok ringu jako reprezentant RAW), a rozproszenie Shane’a wykorzystał Ziggler inkasując mu Zig Zaga. Jak się okazało, to nie wystarczyło i walka była kontynuowana dalej. Po kilkunastu sekundach chaosu i braku zgrania w ringu, McMahon wyprowadził DDT, katapultę w narożnik i Coast to Coast. 1, 2, 3. Koniec. Czy muszę dodawać coś więcej? Mógłbym, ale nawet mi się nie chce.

2. The Undertaker vs Goldberg – Super ShowDown

Kolejne zestawienie legend, które fajnie wygląda tylko na papierze. Goldberg już podczas wejścia na arenę zrobił botcha, bo zapomniał, że drzwi od szatni na stadionie King Saud University otwierają się do środka. Chcąc wejść efektownie, Goldberg huknął głową w drzwi co spowodowało lekkie krwawienie z czoła. Zresztą w jego przypadku nie był to pierwszy raz. O wiele efektowniejsze wejście miał Undertaker. I na tym niestety efektowność się kończy, bo sama walka wypadła katastrofalnie. To znaczy, umówmy się. Osobiście jestem w stanie uwierzyć, że gdyby nie wysoka temperatura w Arabii i mocne zderzenie Goldberga z narożnikiem ta walka potoczyłaby się inaczej i ostatecznie wyszłoby z tego może nawet coś fajnego. Mówię to jak najbardziej szczerze. Niestety po tym jak były mistrz Universal uderzył głową w narożnik, wszystko zaczęło się sypać. Oprócz mocnego krwawienia, wyglądał na nieobecnego, oszołomionego. Mówiło się też przecież o wstrząsie mózgu. Finalnie spowodowało to słaby Chokeslam, bardzo groźny Tombstone Piledriver, zbotchowany Jackhammer, totalnie nieudana próba wyniesienia pod Tombstone przez Goldberga i jeszcze słabszy Chokeslam po którym Taker odliczył oponenta. Aż cud, że obyło się bez żadnych większych uszczerbków na zdrowiu.

1. Brock Lesnar vs Braun Strowman: Universal Title Match – Crown Jewel

Kolejna walka o pas Universal na gali w Arabii Saudyjskiej i kolejny klops. Tym razem w postaci dużej farsy. Atak pasem przez Corbina na Strowmanie, gong, F5, próba pinfallu, drugie F5, próba pinfallu, trzecie F5, próba pinfallu, czwarte F5 (tym razem poza ring), próba count-outu, próba kolejnego F5, krótka kontra Strowmana, piąte F5, pinfall. Koniec. Całość: 3 minuty, 16 sekund. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że Brock świetnej walki nie stoczy, tym bardziej jeśli ma za przeciwnika Brauna Strowmana, jednak to co wydarzyło się na Crown Jewel było przesadą. Chyba nikt nie oczekiwał od tego pojedynku zbyt wiele, jednak też nikt nie spodziewał się takiego bookingu. Było to mega słabe. I w zasadzie to tyle co mogę o tym napisać, bo chyba nawet nie ma sensu pisać na temat tej walki czegoś więcej. Przepraszam, jeśli kogoś zawiodłem i nie wytłumaczyłem bardziej dlaczego akurat tę walkę uplasowałem na miejscu pierwszym.

Podsumowując, jest to pięć moim zdaniem najgorszych starć jakie miały miejsce na galach WWE w Arabii Saudyjskiej. Cały czas z tyłu głowy mam też pojedynek Jeffa Hardy’ego z Jinderem Mahalem o mistrzostwo Stanów Zjednoczonych, gdzie doszło do absurdalnego botcha, jednak ostatecznie jak widać, zdecydowałem się na pięć innych walk. Podkreślę, że to moja subiektywna ocena i nie musicie się z nią zgadzać.

Ranking zdominowały walki z Crown Jewel i chyba faktycznie można tę galę uznać za najgorszą, jeśli chodzi o dotychczasowe zorganizowane w Arabii. Doszło podczas niej do kontrowersyjnego finału o Puchar Świata, blisko 30-minutowej zupełnie niepotrzebnej walki staruszków i absurdalnego pojedynku o mistrzostwo Universal. Niestety, ale tak wygląda wizytówka WWE jeśli chodzi o Arabię Saudyjską, gdyż fani pamiętają właśnie te najgorsze momenty. W następnym felietonie stanowiącym zarazem kolejny ranking postaram się wyjść naprzeciw i poszukam pozytywnych akcentów. Do następnego.