Ethan Carter III – GFW go potrzebuje: Felieton

Tytuł jak najbardziej nie jest przypadkowy. Ethan Carter III, bo o nim właśnie mowa przyzwyczaił nas już do tego, że w swoich promach oznajmia na końcu, że ta organizacja go potrzebuje. I nie… Tą organizacją nie jest World Wrestling Entertainment. Jeszcze kilka lat temu, wypowiedzenie słów, że WWE potrzebuje Ethana byłoby co najmniej śmieszne. Dlatego też nie widząc w nim potencjału, WWE postanowiło rozwiązać z nim kontrakt. A, miało to miejsce w maju 2013 roku. Od tego czasu Michael Hutter (prawdziwe imię i nazwisko EC3) przerodził się z niepozornego Derricka Batemana w Ethana Cartera III i stał się czołową gwiazdą TNA, a ówcześnie Global Force Wrestling. Czy, więc teraz WWE chciałoby go z powrotem? I czy Ethan mógłby powiedzieć w ringu Vince’a McMahona, że „ta organizacja go potrzebuje”? Postaram się odpowiedzieć na te pytania w poniższym felietonie.

Zacznijmy od krótkiego przedstawienia naszego dzisiejszego bohatera. Michael Hutter to dziś już 34-letni wrestler, który swoją karierę zaczynał w 2002 roku. Raptem 3-2 lata później od takich gwiazd jak John Cena, Batista, Randy Orton, czy Brock Lesnar. Cała ta czwórka stawiała pierwsze duże kroki w Ohio Valley Wrestling. Michael również tam był, jednak trafił tam dopiero w 2007. Do jego pierwszych rywali w karierze pod pseudonimem „The Deviant” należeli m.in. Johnny Gargano i Colt Cabana. Choć tak jak wspomniałem trochę wyżej, Michael w OVW zadebiutował w 2007 roku, do WWE udało mu się trafić już 4 lata wcześniej. Oczywiście nie był wtedy zobowiązany kontraktem, a jedynie odbył walkę w ramach programu WWE Heat, gdzie swego czasu pojawiało się dużo zawodników ze sceny niezależnej, którzy pierw nie byli znani fanom WWE, a potem osiągnęli wielką karierę. Kolejny występ na Heat powtórzył w 2006 roku. Po około 12 walkach stoczonych dla OVW, Michael w 2009 jako Mike Hutter zadebiutował we Florida Championship Wrestling, a więc nowej rozwojówce WWE. Szybko jednak przejął nazwę Derrick Bateman i tak już zostało do końca jego pobytu w federacji Vince’a.

Następnym celem Michaela było NXT. Jednak nie takie jak teraz, a z bezsensownymi konkursami i segmentami. No cóż, walki też były, ale od pewnego momentu, NXT naprawdę zaczęło prezentować tandetny produkt. W czwartym sezonie Michael odpadł jako czwarty, zaś w piątym… no właśnie… piąty nie skończył się nigdy. Wyeliminowani zdążyli zostać jednak Jacob Novak, Byron Saxton, Lucky Cannon, czy Conor O’Brian. Titus O’Neil i Darren Young zostali przesunięci na SmackDown, więc został tylko Michael i to właśnie jego uznaje się za cichego zwycięzcę, choć oczywiście oficjalnie nic nigdy nie zostało potwierdzone.

Po zakończeniu żałosnego NXT, WWE przyszykowało nie lada gratkę dla wszystkich fanów i stworzyło z NXT produkt godny polecenia. Odcinki zaczęły być nagrywane w Full Sail University, jednak choć Michael odbył tam kilkanaście walk, nie odniósł tam żadnego sukcesu. Prawdę mówiąc jego bilans walk w „nowym” NXT był ujemny i federacja nie miała na niego żadnego pomysłu. Stąd też w 2013 roku postanowiono go zwolnić.

I w tym momencie była to najlepsza rzecz jaka mogła stać się Michaelowi. Zazwyczaj zwolnienia z WWE bolą, no bo przecież „nigdzie więcej nie dostanę tak wysokiej pensji”, jednakże te zwolnienie pomogło Michaelowi znacząco. Dlaczego? A, otóż dlatego, że po odejściu z WWE związał się z TNA, czyli drugą największą siłą w USA. A, skoro mowa o największych siłach to taką także stał się w TNA sam Michael. No może jeszcze nie tak od razu… W końcu wszystko przychodzi z czasem. Niemniej jednak już od samego początku Michael mógł liczyć na solidny push w TNA, a to z tego względu, że dostał on gimmick siostrzeńca Dixie Carter, czyli ówczesnej pani prezes TNA. Z tego właśnie względu przybrał ring name Ethan Carter III (przedstawiany w skrócie jako EC3). Debiut też miał mocny, bo na gali Bound for Glory.

Radzę popatrzeć na końcówkę, a dokładnie finisher w wykonaniu EC3… Mistrzostwo.

Oczywiście należy go dobrze sprzedać, jednakże jest to zdecydowanie naprawdę dobra akcja kończąca.

Mało? Proszę bardzo:

Jak możecie zauważyć, EC3 używał go także w NXT.

2 lata po swoim debiucie w Total Nonstop Action, Ethan zdobył po raz pierwszy w swojej karierze pas mistrzowski TNA World Heavyweight. Pokonując kogo? Samego Kurta Angle’a. I co WWE, da się? A no oczywiście, że da.

Sukces ten stanowczo umocnił pozycję Ethana w federacji i powoli wyrastał on na światową gwiazdę, nie tylko w ringu, ale i reprezentując TNA w mediach. Bowiem co jak co, ale EC3 gadane ma. I tego nie można mu odmówić. Za mikrofonem Ethan jest jednym z najlepszych graczy w obecnym GFW. Nic więc dziwnego, że federacja wysyła go jako swojego przedstawiciela do programów telewizyjnych, jeśli nadarza się taka sytuacja.

Od momentu swojego debiutu w TNA, Ethan znacząco poprawił także swój look. Oh, taki english perfect. Przestał mieć kręcone włosy, zaczął używać żelu, czy innych środków do stabilizacji fryzury oraz konkretnie przypakował. Obecnie w ringu wygląda więc na prawdziwą gwiazdę, a poza nim na eleganckiego bogatego gościa.

Dziewczyny piszczą. Nie mówcie, że nie. Żeby jednak już się tak nie rozpisywać, czas na kilka słów ode mnie samego.

Albo nie… Myślę, że przedtem warto jeszcze przedstawić Wam filmik z 2016 roku, kiedy EC3 dokonał wraz z Drew Galloway’em inwazji na EVOLVE. Akcja była konkretna, ale jeszcze konkretniej zrobiło się gdy Ethan chwycił za mikrofon i zaczął opowiadać o… NXT. Mały shoot? Zawsze z przyjemnością!

Myślę, że teraz mogę spokojnie przejść do tematu WWE, a dokładniej powrotu EC3 do tej federacji. Od czasu jego zwolnienia, pojawiło się sporo nieprzyjaznych słów pod adresem World Wrestling Entertainment/NXT. Ethan miał do zarzucenia wiele. No i po części miał rację, pewnych rzeczy nie da się zaprzeczyć. Największą z nich wszystkich jest to, że dopiero po odejściu z WWE stał się prawdziwą gwiazdą. Bo taki status EC3 obecnie jak najbardziej posiada. Nawet w opisie swojej osoby na Instagramie oraz Twitterze określa siebie jako „top man”. A, skoro już wspomniałem o Instagramie to osobiście obserwuję go z konta MyWrestling i bardzo często EC3 komentuje zdjęcia różnych gwiazd WWE. Ostatnio nawet skomentował jakieś zdjęcie Nikki Belli. Czy zatem dawna wrogość już minęła, czy może EC3 ma po prostu w WWE kilku dobrych znajomych z którymi nie chce zrywać kontaktu? Ciężko określić. I tu też pojawia się pytanie, czy gdyby WWE zaoferowało Ethanowi kontrakt, ten by go przyjął? Z jednej strony zaoferowana zostałaby zapewne bardzo przyzwoita kwota, a z drugiej niepewność. Niepewność i zarazem obawa przed sprowadzeniem jego osoby do tzw. jobberki. Sami chyba przyznacie, że kogoś kto został już tak mocno wypromowany przez inną, ale bardzo popularną federację, szkoda byłoby zmarnować. I choć WWE mogłoby mu obiecać walki z najlepszymi, tak to wszystko mogłoby bardzo szybko minąć. Nie muszę chyba podawać przykładów gwiazd, którym na początku obiecano wiele, a obecnie marnują się w ” Main Eventach „. Tak… specjalnie dałem to w cudzysłowie oraz dodałem kolory, żeby nie pomylić tego broń Boże z walkami wieczoru. Ryzyko więc byłoby dość duże i naprawdę ciężko jednoznacznie określić, co takiego na kontrakt z WWE powiedziałby sam Ethan.

Wracając zaś do ostatniego pytania w pierwszym akapicie, owszem… EC3 mógłby powiedzieć, że WWE go potrzebuje (storyline’owo oczywiście), jednakże na chwilę obecną to GFW potrzebuje go bardziej. I nie jest w tym chyba nic dziwnego. Federacja, która niedawno wróciła do rąk Jeffa Jarretta i przekształciła się w Global Force Wrestling musi teraz trzymać odpowiedni poziom. A, strata takich gwiazd jak EC3 na pewno by w tym nie pomogła. Martwi mnie też trochę to, że po powrocie Jarretta, pozycja Ethana w federacji może lekko podupaść. Da się bowiem już teraz zauważyć, że w głównych storyline’ach udział będą brali Eli Drake, Johnny Impact, czy też Lashley. Nasz bohater ma oczywiście pas mistrzowski Impact Grand, jednakże nie oszukujmy się, te mistrzostwo nie posiada jeszcze wystarczająco dużego prestiżu. A, w nadchodzących miesiącach, EC3 koło głównego tytułu się nie pokręci. Czyżby zatem Jeff Jarrett nie widział w Ethanie dużego potencjału i przede wszystkim materiału na główną gwiazdę, tak jak widziała w nim to Dixie Carter? Chciałbym powiedzieć co innego, ale niestety boję się, że tak właśnie jest. Zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądało po wydarzeniach z listopadowego Bound for Glory. Na razie nie ma co przesądzać. Wracając jednak na moment do Dixie Carter, to warto zaznaczyć, że ta pani wciąż mocno trzyma kciuki za Ethana, co mogą symbolizować m.in. zdjęcia na jej Instagramie w których widać jak bardzo wspiera ona swojego storyline’owego siostrzeńca. A, wcale nie musi przecież tego robić, bo z GFW nie ma już nic wspólnego.

Na koniec pragnę zaś napisać o czymś co może wywołać wśród czytelników małą niezgodę w stosunku do mojej wypowiedzi, ale według mnie, Ethan Carter III jest obecnie najlepszym performerem w przemyśle wrestlingowym nie wliczając w to WWE. Podkreślam – performerem. Nie, super zajebistym wrestlerem, który potrafi robić w ringu moonsaulty i inne 450 splashe. Takich na scenie niezależnej jest pełno. Od Ricocheta i Willa Ospreay’a do gwiazd z New Japan Pro Wrestling. Do zostania gwiazdą potrzeba jednak coś więcej. Przede wszystkim wygląd, umiejętności przy mikrofonie, mega charyzma i ogólna prezentacja całokształtu swojej osoby. EC3 to wszystko ma. I właśnie tym wszystkim „zjada” wiele gwiazd WWE. Nie mam więc żadnej wątpliwości, czy EC3 by sobie tam nie poradził, bo uwierzcie… poradziłby sobie zdecydowanie, gdyby tylko miał taką możliwość. Z drugiej strony, gdyby odszedł z GFW, ciężko byłoby się przyzwyczaić, bo bez niego oglądanie Impactów nie byłoby już tak przyjemne, przynajmniej w moim świetle. TNA wyciągnęło do niego rękę i dało niesamowitą szansę, teraz to on sam musi ciągnąć tę federację do przodu.

W takich felietonach zawsze myślę na końcu, czy o czymś czasem nie zapomniałem i ewentualnie co jeszcze można dodać, żeby całość spodobała się czytelnikom. Nie chcę jednak zbytnio przedłużać, bo ileż można gadać o tym samym zawodniku. Wydaje mi się, że wszystko to co najbardziej chciałem Wam przekazać, przekazałem i jednocześnie podzieliłem się z Wami moimi odczuciami. Fajnie byłoby, gdybyście i Wy w komentarzach napisali co sądzicie o EC3, czy widzicie go w WWE oraz czy jest on potrzebny GFW? Tymczasem tyle ode mnie. Ciężko powiedzieć kiedy napiszę jakiś kolejny felieton, bo ostatni rok szkolny nieuchronnie się zbliża i czasu będzie naprawdę niewiele, jednakże nie martwcie się, gdyż o najlepsze lektury dla Was zadbają chociażby Marcin i Wojtek. Do miłego!