Big Show i jego show (sezon 1) – recenzja serialu

6 kwietnia na popularnej platformie Netflix premierę miał pierwszy sezon nowego serialu „The Big Show Show”, którego nazwę w j. polskim przetłumaczono na „Big Show i jego show”. Liczy on 8 odcinków z czego każdy trwa około 25 minut. Nie ulega więc wątpliwości, że producenci chcieli zrobić pierw niewiele odcinków, by poznać opinię widzów i potem zdecydować co dalej. Gdy opinie byłyby dobre (a chyba w większości takie właśnie są), niewykluczone, że doczekamy się kolejnego sezonu.

Jak już doskonale wiecie, głównym bohaterem owej produkcji jest gwiazda WWE, Big Show. Wedle fabuły, mający ponad 210 cm wzrostu i ważący ponad 170 kg wrestler porzuca swoją wrestlingową karierę i rozpoczyna nowy etap w swoim życiu. Warto zaznaczyć, że serial opiera się na rzeczywistości. W sensie takim, że Big Show, bohater serialu, to faktycznie prawdziwa gwiazda znana z WWE. I podobnie jak w swoim prawdziwym życiu, ma trójkę dzieci, z czego dwójkę z obecną żoną. Ponadto w trakcie serialu pojawiają się goście specjalni, w tym odgrywający swoje prawdziwe osobistości – Mick Foley, Mark Henry i Rikishi. Myślę, że pod tym względem, zostało to rozegrane dobrze.

Oprócz Big Showa, wiodące role w serialu wiodą:

  • Allison Munn (jako Cassy, żona Big Showa)
  • Reylynn Caster (jako Lola, najstarsza córka Big Showa z jego pierwszego małżeństwa)
  • Lily Brooks O’Briant (jako Mandy, córka Big Showa)
  • Juliet Donefeld (jako J.J., najmłodsza córka Big Showa)

I zanim przejdziemy do bohatera głównego, ocenimy jak poradziły sobie dziewczyny.

Na pierwszy ogień, ta najmłodsza, czyli aktorka grająca J.J. Moim zdaniem poradziła sobie świetnie i zdecydowanie wyróżnia się na tle wszystkich córek pana Wighta. Jej rola polega na tym, że pomimo tego iż jest dzieckiem, doskonale potrafi radzić sobie z wieloma sprawami. Choćby takimi jak zhakować pewne strony w Internecie. Gdy, potrzeba, potrafi przygadać, ale zawsze robi to tak uroczo, że nikt nie uzna ją za nieznośne dziecko.

Mandy – chyba najbardziej poważna z całego rodzeństwa, a może i nawet całej rodziny. Pomimo swojego młodego wieku, aspiruje do zaangażowania się w politykę. Póki co jednak, startuje w szkolnych wyborach na przewodniczącą uczniowskiego zarządu. Jej postać jest być może ważnym bądź potrzebnym czynnikiem w serialu, ale mnie osobiście, nie urzekła.

Lola to pierwsza córka Big Showa, ponadto z jego pierwszego małżeństwa. Gdy jej matka przeprowadza się do Belgii, ona postanawia zamieszkać z ojcem na Florydzie. Musi zatem nauczyć się żyć razem z nim, jego żoną i dwójką przyszywanych sióstr. Jest to typowa nastolatka, jej postać w serialu raczej nie wyróżnia się jakoś szczególnie. Pomimo tego, spełnia swoje zadania bardzo dobrze i uważam, że świetnie poradziła sobie grając, bądź co bądź (w pewnych aspektach) kluczowe role.

Cassy – żona Big Showa, córka Mandy i J.J., pracowniczka agencji nieruchomości. Wspiera swojego męża, nawet jeśli nie za bardzo zgadza się z jego zdaniem. Myślę, że grająca ją Allison Munn bardzo dobrze odegrała tę rolę i całość jej postaci odbieram pozytywnie. Przechodząc do Big Showa, pokazał on, że potrafi być dobrym aktorem w tego typu serialach. Co prawda, jego zadania nie były strasznie wymagające i trudne, ale to co miał do zrobienia, zrobił w sposób co najmniej prawidłowy.

Nie chcę zdradzać szerzej fabuły serialu, bo zachęcam Was, abyście sami do niego zajrzeli. Mogę tylko zdradzić, że w jednym z odcinków, Big Show stanie przed poważną decyzją, a elementów wrestlingu w tej produkcji nie brakuje.

Jest to oczywiście serial komediowy, natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkim taki humor może przypaść do gustu. Jeżeli natomiast oglądaliście w przeszłości komediowe seriale Nickelodeon, czy Disney’a, takie jak chociażby „Sam i Cat” to myślę, że „Big Show i jego show” również Wam się spodoba. Całość jest skierowana głównie do rodzin z nakierowaniem na osoby w młodzieńczym wieku. Natomiast jeśli ktoś jest już osobą nieco starszą, ale lubi wrestling i lubi Big Showa, to wydaje mi się, że także śmiało może sięgnąć po ten serial.

Ja osobiście wszystkie odcinki obejrzałem w polskiej wersji językowej, z dubbingiem. I muszę stwierdzić, że dobór dubbingu w tym serialu to genialna robota. Na wyróżnienie zasługuje osoba, która podkładała głos J.J. – naprawdę świetnie to wyszło. Gdybym mógł ocenić „Big Show i jego show”, dałbym ocenę 9/10, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to może być mocno subiektywna ocena. Po pierwsze, ze względu na to, że jestem fanem tego typu seriali, a po drugie dlatego, że jestem fanem wrestlingu i bardzo lubię Big Showa 😉

Recenzję zakończę prostą odpowiedzią na pytanie, czy polecam obejrzeć ten serial?

Odpowiedź brzmi tak, polecam. A, jeśli już go obejrzeliście, podzielcie się własną opinią w komentarzach!