Amerykański miliarder nowym konkurentem Vince’a McMahona? – Felieton

Trzy lata temu napisałem felieton o ewentualnej konkurencji dla World Wrestling Entertainment. Pod lupę wziąłem wtedy takie federacje jak Impact Wrestling, Ring of Honor, New Japan Pro Wrestling oraz… Global Force Wrestling, które na dobrą sprawę stawiało wtedy swoje pierwsze kroki i było projektem mocno niepewnym. Jak się okazało, dziś GFW nie znaczy już nic w wrestlingowym świecie. Nawet ROH nie ma już tak mocnej pozycji jak kiedyś. Impact choć wstaje z kolan, wciąż jest na poziomie indy, a NJPW króluje w Japonii, ale bez poważnego wtargnięcia na rynek amerykański nigdy nie będzie to konkurencja dla WWE.

Co więc wydarzyło się, że wziąłem się za napisanie nowego felietonu o podobnym temacie? Tym razem zwykła spekulacja. Niecały miesiąc temu w Internecie pojawił się bowiem ciekawy news o tym, że grupa nazwana „All Elite Wrestling, LLC” zarejestrowała następujące znaki towarowe:

  • All Elite Wrestling
  • AEW
  • AEW Double or Nothing
  • AEW All Out
  • Tuesday Night Dynamite

Wspomniana wyżej grupa podała swój adres na ulicę 1 TIAA Bank Field Drive w Jacksonville. Dokładnie tam mieści się stadion futbolowy jednej z drużyn NFL. Szybko udało nam się dowiedzieć, że osobą stojącą za taki ruch jest Tony Khan, miliarder i współwłaściciel Jacksonville Jaguars.

Co ciekawe, news ten został opublikowany w sieci na kilka tygodni po tym jak Chris Jericho i Jim Ross zaprzeczyli, że mieliby utworzyć własną federację (bo takie plotki też się pojawiały). Teraz legendarny komentator nie kryje, że coś jest na rzeczy i najprawdopodobniej razem z Y2J’em dołączy do nowego projektu, którego nazwa wskazuje, że stoją za tym także The Young Bucks oraz Cody Rhodes.

I to tyle z faktów. Teraz przyszedł czas na luźne rozmyślania. Przede wszystkim, kiedy miałoby to oficjalnie ruszyć? Aby, odpowiedzieć sobie na te pytanie należy spojrzeć do kiedy Young Bucksi oraz Cody mają ważne kontrakty z New Japan Pro Wrestling. Te kończą się im bowiem w styczniu 2019 roku, a więc już lada moment. Ex Stardust w jednym z ostatnich wywiadów przyznał, że dostał niedawno ofertę kontraktu z WWE, ale nie zdecydował się jej przyjmować. Kilka dni temu natomiast The Young Bucks zapowiedzieli na Twitterze, że walka na Wrestle Kingdom 13 będzie ich ostatnią w NJPW. Wszystko zatem pokrywa się w logiczną całość. All Elite Wrestling w pierwszej połowie nowego roku? Tak, poproszę.

Oczywiście wszystko to należy brać na razie z wielkim dystansem, bowiem dopóki nie będzie żadnego oficjalnego ogłoszenia w sprawie utworzenia nowej federacji niczego tak naprawdę nie można być pewnym. I tak też potraktowałem ten felieton. Nie piszę go z hurra optymizmem, a jedynie poruszam się w sferze domysłów biorąc pod uwagę co mogłoby się zmienić, gdyby All Elite Wrestling rzeczywiście wylało fundament w Stanach Zjednoczonych.

Na pewno byłaby to bardzo interesująca sytuacja na rynku, bowiem zakładając, że inwestorem nowo powstałej federacji nie byłby żaden no name albo pasjonat, a miliarder z prawdziwego zdarzenia (być może nawet ktoś bogatszy od Vince’a McMahona) z góry stawiano by tą federację ponad takie marki jak Ring of Honor, czy Impact Wrestling. Ktoś zapyta dlaczego jakaś nowa federacja od razu może przewyższyć tak doświadczone i popularne firmy? Odpowiadam – pieniądze. Niezależnie od tego, czy wydarzyłoby się to 10 lat temu, 5 lat temu, czy wydarzy się za kilka następnych… bez pieniędzy nie ma wielkiego wrestlingu. Oczywiście pomijam chociażby europejski rynek, który składa się przede wszystkim z pasjonatów i nikt nie mówi o budżecie wrestlingu w Polsce. W tym momencie chodzi mi o wrestling na dużą, światową skalę. Na ten moment ani ROH ani Impact nie jest w stanie dogonić WWE, natomiast co stanie się gdy w grę wejdzie nowa federacja posiadająca milionowy budżet? Pamiętajmy, że tak wysoki budżet nie pozwala jedynie na wyjątkową oprawę gal, doskonałą promocję, czy pokrycie innych ważnych kosztów, ale będzie też „lepem na muchy” dla największych nazwisk w dzisiejszym wrestlingu. Oczywiście darujmy sobie Johna Cenę, Setha Rollinsa, czy Brocka Lesnara, bowiem ci są w tak doskonałej sytuacji finansowej i storyline’owej w WWE, że nawet nie w głowie im jakakolwiek inna federacja. Jednakże gdy spojrzymy już na Dolpha Zigglera, który nie raz chciał odejść z WWE lub Shinsukę Nakamurę to moim zdaniem są to nazwiska, które byłyby w stanie spróbować czegoś nowego, tym bardziej, że zapewne mieliby lżejszy grafik, a pieniądze byłyby podobne. Dołączając do tego Chrisa Jericho, Cody’ego, The Young Bucks oraz inne gwiazdy sceny niezależnej mielibyśmy gwarancję, że nikt nie przeszedłby obok tej federacji obojętnie. Spójrzmy bowiem jak bardzo rozwinęła się scena niezależna w ostatnim czasie. To już nie są jedynie wrestlerzy, którzy występują w tzw. bingo hallsach za marną kasę. Teraz są to osoby, które bez pomocy WWE (patrz Kenny Omega, The Young Bucks, Marty Scurll, Pentagon Jr.) znane są wśród wielu fanów wrestlingu na całym świecie i są w stanie przyciągnąć uwagę widzów niezależnie od ich wieku. Idealnym przykładem jest zorganizowana w tym roku gala „All In” składająca się z samych nazwisk sceny niezależnej. Przyciągnęła ona na trybuny Sears Centre Arena 11,263 fanów, co nie udało się wcześniej ani ROH, ani Impact Wrestling. Powiem więcej, na gale PPV z najgorętszego okresu TNA przychodziło maksymalnie 6,000 widzów, dodając że było to bardzo dawno temu.

Chciałbym jednak zatrzymać się na chwilę przy Impact Wrestling, a dokładniej TNA, bo pod taką nazwą funkcjonowała ta federacja w czasach gdy ich celem było konkurowanie z WWE. Oryginalne pomysły, bogaty roster, akcja na najwyższym poziomie, cotygodniowy telewizyjny program… Czy to pozwoliło im na zbliżenie się do WWE? Odpowiedź brzmi – nie. I choć plany były ambitne, bo w 2010 roku przesunęli nawet swoją czołową tygodniówkę na poniedziałek by rywalizować o oglądalność z Monday Night RAW, to zderzenie z rzeczywistością okazało się bardzo brutalne. Zresztą spójrzcie sami:

I teraz każdy z nas zapewne zastanawia się jak poradziłoby sobie All Elite Wrestling w takiej rywalizacji. I jeśli ktoś myśli, że o wiele lepiej, bo „czasy się zmieniły” to uprzedzam, że może się mylić. Prawdą jest, że łatwo jest stworzyć federację będącą numerem dwa na rynku amerykańskim (zakładając, że inwestorem jest miliarder), natomiast o wiele trudniejszym zadaniem jest awansowanie z miejsca drugiego na miejsce pierwsze, które od dawien dawna należy do giganta jakim jest World Wrestling Entertainment. I wcale nie chodzi tu o to, jak dobry wrestling prezentujesz, a o kontrakty jakie masz podpisane. Vince McMahon współpracuje obecnie z wieloma cenionymi markami, wspiera także przeróżne fundacje z nakierowaniem na chore dzieci, osoby niepełnosprawne czy kobiety zmagające się z rakiem piersi. Jego programy emitowane są w telewizjach na całym świecie, a samo WWE określane jest jako globalny fenomen. W całej historii jedynie jednej federacji udało się wyprzedzić WWE (co prawda nie na długi okres czasu, ale jednak). Jak pewnie większość z Was wie, tą federacją było World Championship Wrestling, które w 2001 roku i tak zostało wykupione przez McMahona. Potem były już tylko próby powtórzenia tego wyczynu przez TNA, ale jak zaprezentowałem powyżej, im się to nie udało. Co musiałoby się więc stać, aby udało się to All Elite Wrestling?

Na te pytanie ciężko odpowiedzieć, ale myślę, że potrzeba przede wszystkim czasu. Nikt tak od razu nie zepchnie WWE z pierwszego miejsca, bo jest to po prostu nierealne. Nawet jeśli masz za właściciela miliardera. Nie znam planu Cody’ego i jego ekipy, ale zakładam, że są to na tyle inteligentne osoby, że sami zdają sobie z tego sprawę i nie zakładają nowej federacji z myślą o wyprzedzeniu WWE w najbliższym czasie. Zapewne ich celem będzie stworzenie ciekawej alternatywy, ale nie powinni skupiać się tak od razu na ostrej rywalizacji, bo szybko mogą się na tym przejechać. Nie wiem, czy jest dalej sens się rozpisywać na ten temat, bo przypominam, że wciąż krążymy wokół spekulacji i rozmyślań co by było gdyby. Wracając do rzeczywistości, początek roku 2019 szykuje w świecie wrestlingu naprawdę okazale, ale i tajemniczo zważywszy na to, że wciąż (oficjalnie) niepewna jest przyszłość wielu gwiazd NJPW, ROH, czy po prostu sceny niezależnej. W zeszłym tygodniu flagowy program WWE – Monday Night RAW uzyskał najniższy rating w historii i jest to najlepszy czas na pojawienie się prawdziwej konkurencji. Czy takowa zatem też się pojawi? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tak. Nawet Cody został wychwycony ostatnio w loży właścicieli Jacksonville Jaguars podczas meczu NFL.

 

To tylko podgrzewa atmosferę przed zbliżającym się nowym rokiem i tym co będzie się w nim działo. Podsumowując, na utworzenie All Elite Wrestling można reagować różnie i zapewne każdy ma wobec tego swoje własne oczekiwania. Ja swoje pokrótce opisałem w tym felietonie. Chciałbym, aby to co opisywałem w sferze domysłów stało się prawdą i chciałbym też, aby WWE miało wreszcie porządnego konkurenta. Nie ukrywam, że czekam też na moment w którym mógłbym poczuć się jak fan w latach 90., kiedy WCW udało się wyprzedzić WWE i Monday Nitro było oglądane chętniej od RAW. Jestem bardzo ciekaw, jak obecnie poradziłoby sobie w takiej sytuacji WWE i jakie zmiany w swojej polityce byliby w stanie wprowadzić, aby znów stać się liderem wrestlingowej branży. Niemniej czy jest to w ogóle możliwe? Jeszcze kilkanaście miesięcy temu twardo sądziłem, że nie. Teraz, gdy mówi się o miliarderze jako właścicielu nowej federacji i takich nazwiskach jak Jim Ross, Chris Jericho, The Young Bucks czy Cody Rhodes, którzy mieliby mu w tym pomóc nic nie wydaje się już takie jasne. Fanom pozostaje zatem jedynie czekać na rozwój wydarzeń i mieć nadzieję, że All Elite Wrestling w takiej lub innej formie powstanie oraz w późniejszym czasie stanowić będzie realne zagrożenie dla WWE.